poniedziałek, 10 stycznia 2011

Budyń

Niejadalny niestety.
Zalągł mi się w głowie i nie chce się wynieść.
Właściwie to nie jest mi źle, tylko tak jakoś nijak. Brakuje mi energii, każda próba wysilenia głowy kończy się tak, jakby chodzić w wacie.
Czyli diagnoza może być tylko jedna: ekspansywny budyń.

Miałam kiedyś takiego kolegę, który nie bał się mojego niewyparzonego ozora i w związku z tym rąbał mi swoją prawdę miedzy oczy. Złościło mnie to często, często wprawiało z zakłopotanie, ale tak właściwie to wzbudzało mój podziw ;) No i ten kolega mi kiedyś walnął na klatę: bo ty masz wszystko, o co inni ludzie walczą i dlatego tak grymasisz i kaprysisz. Zachowujesz się jak rozkapryszona księżniczka, strzelasz fochy na prawo i lewo. Ktoś cię musi przełożyć przez kolano i złoić tyłek.

(hmm... a czemu ja właściwie o tym piszę? budyń, budyń... aaa, już wiem)

Oczywiście wkurzył mnie, ale ta ksieżniczkowatość mnie jakoś zaczęła kłuć w oczy i postanowiłam za wszelką cenę udowodnić, że to nie jest prawda, albo chociaż jakoś ukryć, żeby się nie wydało.
I tak normalnie to mi jakoś idzie.
Ale w połączeniu z budyniem- wyłazi. I taka rozmemłana siedzę. Siedzę na dupie i podziwiam choinkę. Nazywa się to : kontemplacja.
Jojczyłam nawet tutaj, że chcę wolne mieć, że chce robić same przyjemne rzeczy, wychuchać sobie gniazdko, powoli rozwiązywać skłębione zaległe sprawy, mieć czas dla siebie, dla Mario.
No to mam :)
Uszami mi wyłazi, hi.
Do pracy bym poszła :)

A konkluzja miała być taka: poproszę o złojenie tyłka :)
Jednocześnie ostrzegam, że budyń jest silnie zaraźliwy.

to chyba wszystko... i tak dużo jak na stan mojej głowy...

11 komentarzy:

  1. Budyń ma i ja. Tylko w pracy nie mogę mieć, bo by mnie na zbity pysk wylali. No, ale w domu to mogę przecież prawda?! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Ano możesz :)
    Ja też mogę, tylko, ze już nie chcę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. to i ja, też mam budyń. I też do pracy chę. Ciężkiej i dobrze płatnej. Na 12 godzin przynajmniej. uhhhh ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nono :)
    Taka myśl :)
    Zajebiście wyglądasz. Zajebiście!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Agik, każdy zasługuje na taki budyń od czasu do czasu. Nie szarp się emocjonalnie, tylko kontempluj, bo jeszcze będziesz tęsknić za tym. Ja w takich chwilach zawieszenia łapię się za tworzenie dekorów, ale Tobie chyba bez sensu jest to radzić, bo na tym polega Twoja praca, prawda? :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Taka-myśl :)
    Stare, czy nie stare- wyglądasz odjazdowo :)

    Riannon
    Nie szarpie się tylko taka zakłopotana się czuję.
    Ja- kiedyś brałam się za mycie szkła. To jest robota wymagająca uwagi, bo można sobie kuku zrobić, wymagająca precyzji, skupienia, no i nigdy się nie kończąca ;)
    Wczoraj sobie umyśliłam, ze pierogów narobię.
    Tak dla samej przyjemności robienia.
    Różne nadzienia i różne kształty- szyszki, paczuszki, uszka, pielmienie, pierogi z koronką na brzegu, ravioli.
    ... ale nie mam składników...
    Poczekam, może sama się "odwieszę"

    OdpowiedzUsuń
  8. Agik, ja mam budyń permanentny. Totalne rozmemłanie. Zawsze tak na początku roku, po całej świątecznej gonitwie. Odwiesisz się. A jak się odwiesisz to poproszę na maila Twój numer komórki :-)

    Bardzo Cię przepraszam, ja się po prostu zabrać nie mogę do odpisywania na maile, i sama siebie bym skopała po odwłoku.

    OdpowiedzUsuń
  9. Daisy
    Pocieszyłaś mnie :)
    Jesli to tylko poswiąteczne rozmemłanie, to jestem spokojniejsza :)
    Kiedy zazwyczaj Ci mija?

    Mogłabyś mi przypomnieć Twojego maila? Chciałam napisać, ale jakoś go nie widzę.

    OdpowiedzUsuń
  10. gosia_stevens@hotmail.com :-)

    OdpowiedzUsuń