czwartek, 9 sierpnia 2012

Dlaczego gotuję bez chemii?

Celowo dałam wabika z postaci zakazanych słów w tytule ;)
Zauważyłam, że określenie " bez chemii" zamyka natychmiast ludziom głowy i kojarzy się z czymś paskudnym, pozbawionym smaku i konsystencji. Natychmiast wywołuje kontrę w postaci " nie ma jedzenia bez chemii", zatruta woda, powietrze, gleba, nawozy dodawane do roślin, pasze z bukwiczym ... Mało kto ma samowystarczalne gospodarstwo, w którym ma kontrolę nad tym, co daje do roślin, czym karmi zwierzęta.. a ekologiczna marchewka kosztuje 10 zł, w dodatku zawsze jest podejrzenie, co do rzetelności i uczciwości firm, które się tym zajmują.
Jednak każdy ma kontrolę nad tym, co wrzuca do własnego garnka oraz na co wydaje własne pieniądze.

Już nie pamiętam od czego to się wszystko zaczęło...
Od ciekawości poznawania nowych smaków?
Od chęci nauczenia się gotowania?
Od podróży sentymentalnej do smaków dzieciństwa?

Kiedyś stołowałam się głownie w lokalach różnej maści. Zastanowiło mnie, dlaczego niemal wszystko ma identyczny smak. No i jaki to jest smak. Doszłam do wniosku, że jest to smak wegety, jarzynki, czy jak to zwał. Ryba, kurczak, schab- wszystko smakowało niemal identycznie. Pomyślałam sobie, że przecież tak chyba nie powinno byc. To jeden z pierwszych dzwonków był, bo zaczęłam we własnej kuchni różnicowac smaki. Robiłam na przykład grilla i przygotowywałam kilka różnych marynat- łagodną, ostrą i powiedzmy słodko- kwaśną.
Kolejny dzwonek zadzwonił, kiedy kupiłam  w jakimś markecie różne przyprawy. Po otwarciu torebek okazało się, że wszystkie wyglądają identycznie i pachną identycznie. Sianem.
Moje zaufanie do przemysłu zostało poważnie nadszarpnięte, ale też i wzbudziło to moją ciekawośc... Jak to naprawdę pachnie? Jak to smakuje? Znalazłam kilka sklepów z naturalną żywnością* i zaczęłam gromadzic przyprawy w nierozdrobinionej postaci. (* nie uzywam zwrotu "zdrowa żywnośc" ani też "ekologiczna żywnośc". Ponieważ to kolejny zwrot zamykający ludziom głowy i prowadzący do tego, że zostają postawieni przed koniecznością "obrony vegety", jak własnej cnoty. Może z bezradności, może z jakiegoś innego powodu)
Do mojej kuchni wkradły się naprawdę piękne zapachy. I tak naprawdę to wtedy się zaczęła dopiero nauka gotowania. Jak przyprawic bez jarzynki? bez kostek rosołowych? Jak wydobyc smak?
Moze miałam łatwiej, bo kuchnia mojej mamy to kuchnia bardzo tradycyjna, oparta na produktach, a nie półproduktach. Mama, owszem używała czasem mieszanek przypraw, ale sporadycznie i podchodziła do tego bardzo nieufnie. Były u nas zawsze przyprawy, zawsze zupy na bazie wywarów, zawsze surowe warzywa, mięso i nabiał, kupowane nieprzetworzone. W dzieciństwie spędzałam większośc wakacji u babci na wsi. Wiem jak wygląda krowa, wiem, jak wygląda świnia, kura, wiem skąd się bierze mleko ( wbrew pozorom wcale nie z kartonika w biedronce), jajka; wiem, jak wygląda kalafior, pomidor, śliwki...
Tego samego chciała się dowiedziec o przyprawach. Jak rosną, zanim trafią do torebeczki w markecie.
Jak kwitną, jak i czy owocują...

Ponieważ mam naturę trochę takiego naukowca- eksperymentatora to chciałam się dowiedziec WSZYSTKIEGO na temat przypraw, składników, od nasionka do efektu końcowego, od plemnika do kotleta ;))) Dowiedziałam się wtedy o glutaminianie.
Bardzo ciekawa historia z nim jest.
Coś podobnego do naszej " przyprawy" maggi wynalazł pewien Japończyk. A uzyskał to ze sfermentowanych glonów. Umam- piąty smak. Zasadnicza różnica między tamtą przyprawą jest taka, że jest to naturalna fermentacja, a nie chemiczna.

Cały psikus z chemicznym  glutem ( tak go pieszczotliwie nazywam) jest w tym, że on silnie uzależnia. I zwyczajnie komuś, kto już się zdążył od gluta uzależnic, jedzenie nie smakuje. Wydaje się płaskie, pozbawione smaku, kompletnie nieprzyprawione. Mąż nie chce jeśc, dzieci nie chcą jeśc, nawet pies nie chce jeśc ;)
A ponieważ ów glut jest wszędzie- we wszystkich gotowcach, w każdym jednym gotowym sosie, w większości wędlin ( szczególnie tych tańszych), w prawie każdej gotowej mieszance przypraw, naprawdę ciężko z nim walczyc.
Tym bardziej, że ciężko stanąc w pojedynkę przeciwko wielkiemu koncernowi. Wielki koncern mami mnie na każdym kroku, ze chce dla mnie dobrze, że chce zaoszczędzic mój czas, że chce zaoszczędzic moje pieniądze... A ja już duża jestem i nie chcę, żeby ktokolwiek kontrolował mój czas, czy moje pieniądze. Zresztą może jeszcze o koncernach opowiem...

Tak naprawdę to jest wojna. Trzeba miec bardzo silną motywację, żeby do niej stanąc. Tą silną motywacją moze byc zdrowie. Oszukana natura broni się. Jeszcze się broni, pewnie za jakiś czas przestanie i wypuści kolejne pokolenia ludzi na przykład pozbawionych kubków smakowych. Na razie jeszcze się broni. Wysyła sygnały alarmowe  chocby w postaci dotkliwych migren ( czasem wystarczy wyeliminowac gluty z jedzenia, żeby na zawsze pożegnac się z migrenami. Tak miał na przykład mój luby. Jego migreny były tak dokliwe, ze rzygał jak kociak, miał światłowstręt, zaburzenia widzenia- aury, nadwrażliwośc na zapachy. Od czasu kiedy karnie relegowałam z kuchni vegety, jarzynki, kostki rosołowe, nie miał ani razu migreny), w postaci różnorodnych alergii. Można się  pukac w głowę i śmiac z kogoś, kto w domu robi jogurt z mleka, a potem miesza z truskawkami, czy tam czymś innym. Ten śmiech i pukanie w głowę ustaje w jednym momencie, ze skutkiem natychmiastowym, kiedy trzeba ratowac życie dziecka, które doznało szoku anafilaktycznego w wyniku zjedzenia jogurciku, w którego składzie NIE BYŁO orzeszków arachidowych, naomiast owe orzeszki znajowały się w zakładzie.

Jednak zdrowie to nie jest moja motywacja. Błyszczące włosy, ładną cerę, świetlistą skórę, nigdy nie bolesny, ani wzdęty brzuch, żadnych kłopotów z żołądkiem uważam po prostu  za miły bonusik wynikający z pewnego stylu życia.

Moją motywacją jest bardziej filozofia życiowa.
Jestem całym sercem po stronie tego, co jest jedyne i niepowtarzalne na świecie. Moje serce jest całkowicie po stronie sprawiedliwości społecznej ( vide: koncerny, ale o tym też może innym razem)).
To pewien styl życia ( ale może o tym innym razem).

Wiele różnych idei prowadzi do tego, bądź podobnego stylu życia. Obrońcy zwierząt w tę stronę zmierzają, ekolodzy dreptają podobną ścieżką, ludzie którzy wymyślili "sprawiedliwy handel" tez nią w tym kierunku idą.
Dla kogoś, kto z szacunkiem podchodzi do siebie, swojego organizmu, do swojego środowiska naturalnego, oraz społecznego, kto z szacunkiem odnosi się do własnych korzeni, kto ceni sobie możliwośc dokonywania własnych niezawisłych wyborów, kto lubi prawdę oraz kto kocha dobrą kuchnię ;))) to tak naprawdę jedyna droga.

Iv, czekam na Twoją notkę :)

15 komentarzy:

  1. Mądra kobieta jesteś.
    Ja też się staram chić nie mam takiej ciekawości smaku jak Ty.
    A może mam tylko nie wiem jak się zabrać do tego.
    Faktem jest, że wegety, kucharki, ziarenka smaku, sraku i uja wie czego tam jeszcze, wyjechały z mojej kuchni kilka lat temu.
    Liść laurowy, ziele ang, jałowiec, kilka świeżych ziół, czosnek i jeszcze parę innych przypraw mieszka u mnie na dożywociu.
    Koncernów staram się unikać. Krafty srafty i tak dalej. W jednym jednak grzeszę, Ty wiesz w czym. Usprawiedliwiam siebie tym, że na emigracjito chociaż to. Gdybym mieszkała w bardziej cywilizowanym kraju to pewnie tysiąc innych rzeczy mogłoby mi zastąpić tę jedną. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miaukolcu, a do czego nie wiesz, jak się zabrac?
    Przecież się bardzo skutecznie zabierasz :) To Ty mi powiedziałaś, ze pieczesz chleb, bo ichniejszy drogi i niedobry. O kamieniu do niepocenia się, o kulach do prania tysz od Ciebie się dowiedziałam :)

    A ta jedna rzecz, co nie umiesz zrezygnowac ;) to nie smakuje Ci zrobiona w domu? Ja już się tak przyzwyczaiłam, że pluję gotowcem, a jak mnie brzuch potem boli...

    OdpowiedzUsuń
  3. No do nowych smaków nie wiem jak się zabrać.
    Chleb nadal piękę i kamienia używam.

    A ta jedna rzecz... No ja mogę robić, nawet robię w ryzysowych momentach ale mój Kontraktowy się krzywi.
    Dziękuję agik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... Nie rozumiem wątpliwości Twoich :)
      Jak to jak? Wziąc do buzi i poczekac na pomysł :)

      A skrzywiony Kontraktowy jakoś traci na urodzie? ;>

      Usuń
    2. Trochę traci, ale ja więcej bo mi nerw skacze a to na urodę dobrze nie wpływa. :)
      No ale ja jeszcze się nie poddałam.
      Na razie mak zapas :)

      Usuń
    3. A próbowałaś pomieszac mu w głowie, dając zamiast pastę tahini?
      A w ogóle to do czego tego używasz, ze takie nieodzowne jest?

      Usuń
    4. Nie powiem :P

      Paste tahini tylko do cieciorki używałam.
      Wybacz mi tę jedną rzecz.
      ;)
      Co robisz z tahini?

      Usuń
    5. Pasta sezamowa mi przyszła do głowy, bo ma słodkawy, orzechowy, wyrazisty smak. I lepkośc.
      Mnie ta rzecz nie jest aż tak potrzebna ;) i są właściwie tylko dwie potrawy, do której używam bez możliwości dania jakiegoś zastępnika ( choc wiem, że niektórzy z niej rezygnują)
      No dobra, tosmy se pogadały szyfrem :D
      Ja Ci nie mam co wybaczac :) ale to trochę tak, jakby jarac jedną fajkę dziennie ;) Nałóg, czy nie nałóg? :)

      Usuń
    6. Nie nałóg, bo to na codzień nie jest mi potrzebne. :)
      Gorzej ze słodyczami. Rzadko jem kupne batoniki, ale sobie zakupiłam wczoraj komplet trzech, na pocieszenie, ze rowerem w deszczu jechać musiałam i źle mi i ble mi i mięta nawet nie pomaga.
      Na weekend sobie brownie upiekę. O! Tak zrobie. Chcesz?

      Uciekam już, bo chyba nadrobiłam komentarze u Ciebie za kilka miesięcy.

      Kokosowych Okularnico Moja :*

      Usuń
    7. Dobra, brownie może byc, ale piwo bym bardziej chciała. To jest obrzydliwe, jaka jestem czeźwa...
      hi, Mario mi kiedyś mówił "kociak brylaty"

      Kokosowych :*

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy post, dziękuję za niego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszsz :)
      Tylko, ze dopiero zaczęłam :P

      Usuń
  5. Moja tysz będzie i zaś na jednej na pewno się nie skończy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a razie to czekam na te pierwszą :)

      Usuń
  6. chorowalam ale lekarze mowili ze udaje. przypadek sprawil ze znalazlam w internecie strone www.wydawnictworodzina a tam ksiazke
    POKONAJ ALERGIE. kupilam i zaczelam gotowac wedle zalecen oczywiscie podstawa tej kuchni to gotowanie bez chemii. stosuje sie do tych zalecen juz od 5 miesiecy. nie biore antybiotykow, sterydow i hormonow. przestalam sie dusic, schudlam 7 kg, atopowa skora zaczyna sie goic i robic gladka. pozdrawiam wszystkich, ktorzy zaczynaja rozumiec ze jedzenie moze byc lekarstwem na wszystkie choroby. oczywiscie nie byle jakie i smaczne, ale zdrowa kuchnia.

    OdpowiedzUsuń